&Viribus Unitis Suum Cuique &

aktualnosci

1 lip 2019

56. Komersz Narodów Bałtyckich 56. Komersz Narodów Bałtyckich już za nami! Warszawę odwiedziło ponad 250 korporantów z Łotwy, Estonii, Niemiec i Polski! Uroczystości trwały trzy dni, przyciągnęły również ponad 200 gości spoza korporacji, wszystkim serdecznie dziękujemy!

30 cze 2019

Bal Welecji Pierwszy powojenny Bal Welecji już za nami. Pośród prawie trzech setek przyjaciół, w murach, w których odbywały się wszystkie przedwojenne warszawskie Bale Welecji, przy dźwiękach wspaniałej muzyki. Bal minął nam szybk... »

27 cze 2019

Bal Welecji już piątek Szanowni Państwo! Bal Welecji, który otworzy 56. Komersz Narodów Bałtyckich już w piątek! Zapraszamy do uczestnisctwa w Balu, Sobotniej Mszy Świętej (13:00 kościół pw. Najświętszego Zbawiciela), Konc... »

aktualnosci

Podstawą Welecji jest dewiza Viribus Unitis Suum Cuique - co w języku polskim znaczy wspólnymi siłami każdemu co mu się należy. Zwłaszcza drugi człon naszej maksymy ma istotne znaczenie. Wywodzimy zeń zasadę tolerancji i szacunku dla wszystkich poglądów i punktów widzenia.

aktualnosci

Tradycje Korporacji Akademickich

fil. dr Tymoteusz Pawłowski


Od 28 do 30 czerwca 2019 w Warszawie odbywa się Komersz Narodów Bałtyckich. Jego organizatorem jest Korporacja Akademicka Welecja – korporacja szczególna, inna niż wszystkie.

Dla zrozumienia idei korporacji akademickich trzeba się cofnąć do XIX wieku, gdy powstawały nowe szkoły wyższe, najczęściej – dla zachowania odpowiedniego poziomu nauczania – niezależne od państwa. Autonomia oznaczała wówczas i to, że dyscypliny studentów nie mogli pilnować policjanci i państwowe sądy, tylko władze akademickie. I wówczas pojawiły się korporacje akademickie, które narzuciły swoim członkom odpowiednią dyscyplinę. Wszyscy byli zadowoleni: zarówno rektorzy i profesorowie, którzy zrzucili ze swoich barków przykry obowiązek, jak i studenci, dla których zasady korporacyjne były jednak wygodniejsze niż pałka pedla, czy też areszt akademicki.
Istniała bowiem nawet taka instytucja, do której decyzją ciała profesorskiego wtrącano co krnąbrniejszych studentów. W dawnej Politechnice Ryskiej – dziś jest to Państwowy Uniwersytet Łotewski – jej pomieszczenie zachowało się do dziś. Niedawno zostało odrestaurowane – także wysiłkiem państwa polskiego, gdyż Polacy stanowili 1/3 studentów tej uczelni.

Zanim jednak trafiło się do „karceru”, o dyscyplinę dbała korporacja. W razie wątpliwości sięgano po postępowanie honorowe, które dziś kojarzy się z pojedynkami. Należy jednak pamiętać, że pojedynek był klęską postępowania honorowego, sprawa miała bowiem być rozwiązana polubownie. Jaki miało to wpływ na zachowanie studentów? Jak zauważył jeden ze studentów Uniwersytetu Moskiewskiego, przebywający w Rydze w początkach XX wieku, różnica była dość istotna: „u was konsekwencją może być nawet pojedynek, więc wszyscy zachowują się w porządku, u nas natomiast panuje większa swoboda, jedyną karą jest wzajemne obicie mordy, więc każdy robi, co chce.”

Nadbałtyckie początki
Najstarsza polska korporacja – Konwent Polonia – pojawiła się na Uniwersytecie w Dorpacie. Dziś miasto nazywa się Tartu i znajduje się w Estonii, wówczas był to uniwersytet niemiecki. Korporacje również były niemieckie, a studiujący tam Polacy długo nie mogli założyć własnej. Udało się po kilkunastu latach, między innymi dlatego, że gdy dochodziło do postępowań honorowych, Polacy dążyli do rozwiązania ich pojedynkiem na broń palną. Było to o wiele bardziej ryzykowne niż pojedynek na broń białą, więc po kilku ofiarach śmiertelnych polska korporacja powstała.
Kolejne dwie zorganizowano na wspomnianej już Politechnice Ryskiej. Zaczęła ona funkcjonować w 1864 roku, w roku klęski powstania styczniowego, więc niemal natychmiast stała się najważniejszą szkołą wyższą dla Polaków z zaboru rosyjskiego. Ryga – chociaż znajdowała się w imperium carów, była miastem niemieckim, i taka była politechnika. W przeciągu kilu lat powstały dwie polskie korporacje: Arkonia oraz – w 1883 roku – Welecja. Różnice były niewielkie: Welecja była bardziej demokratyczna, zwracano się w niej do siebie „kolego”, a nie „proszę Pana”; przyjmowała w swoje szeregi spolonizowanych Niemców i Żydów; była również nieco bardziej radykalna, co kilkakroć kończyło się konfliktami z władzami i zawieszaniem działalności.

Polskie korporacje wychowały kilka pokoleń Polaków, zaszczepiając im tradycje walki o ojczyznę, ale także tradycje pracy dla ojczyzny. Korporanci złożyli daninę krwi w walkach o niepodległość Rzeczypospolitej – zarówno w latach 1918-1921, jak i w latach 1939-1956. Nie do przecenienia jest ich udział w odbudowie Rzeczypospolitej.
Po pierwszej wojnie światowej Łotwa i Estonia uzyskały niepodległość, w Polsce otwarto uniwersytety i politechniki, więc trzy „korporacje bałtyckie” wróciły do ojczyzny: Konwent Polonia – do Wilna, Arkonia i Welecja – do Warszawy. Tutaj zastały rozwijający się ruch korporacyjny, który rozkwitł w pierwszych latach niepodległości. Różnił się on jednak od tradycji bałtyckich. Nowe korporacje czerpały swoje wzorce ze studenckich ruchów z Niemiec, inne były więc tradycje, inny wygląd zewnętrzny (z charakterystycznymi deklami, czyli czapkami studenckimi), a przede wszystkim – wyraźne różnice światopoglądowe.
 

W niepodległej Rzeczypospolitej
Korporacje stawały się areną sporów politycznych. Welecja – jak i inne korporacje bałtyckie – politykę traktowała ostrożnie, po części ze względu na kilkudziesięcioletnie doświadczenie, po części ze względu na licznych filistrów, czyli dawnych korporantów, którzy weszli w dorosłe życie i samodzielnie zarabiali. Bałtyccy filistrze byli starsi wiekiem i mniej podatni na radykalne ideologie.

Tymczasem sytuacja na uczeniach stawała się właśnie coraz bardziej radykalna. Przede wszystkim na scenie politycznej malało znaczenie Narodowej Demokracji, która postanowiła odzyskać inicjatywę poprzez znalezienie nowych zwolenników wśród młodzieży. Młodzież chcąca studiować pochodziła często z prowincji, miała niezbyt duże doświadczenie polityczne, łatwo dawała się przekonać do ideologii narodowej, szczególnie po utworzeniu Obozu Wielkiej Polski, szermującego populistycznymi hasłami.

W 1921 roku 7 najstarszych korporacji utworzyło Związek Polskich Korporacji Akademickich. Kilka lat później było w nim zrzeszonych już 73 organizacji i ZPKA zaczął coraz wyraźniej dryfować w stronę ideologii, nie tyle nawet narodowej, co antysanacyjnej. Było to bardzo widoczne w maju 1926 roku, gdy wszystkie warszawskie korporacje nakazały swoim członkom wystąpić przeciwko Józefowi Piłsudskiemu. Wszystkie – z wyjątkiem Welecji. Wyjątek ten był podyktowany nie tyle sympatiami politycznymi, co wiarą w rozsądek własnych członków. W wyniku zamachu majowego prezydentem Rzeczypospolitej został Ignacy Mościcki, student Politechniki Ryskiej i... filister Welecji. I znów nie była to kwestia oblicza politycznego korporacji: filistrem Welecji był przecież także Henryk Rossman, najważniejszy chyba ideolog obozu narodowo-radykalnego...

W końcu lat 20. sanacja coraz wyraźniej przegrywała walkę o sympatię młodzieży. W 1932 roku przeprowadzono reformę szkolnictwa, która ujednolicała system szkolny w całym państwie. Spotkała się ze złym przyjęciem wśród ruchu korporacyjnego. W 1933 roku na XI zjeździe ZPKA doszło do rozłamu: „młode” korporacje chciały nadać organizacji charakter jednoznacznie polityczny i antysanacyjny, na co nie zgadzały się korporacje „stare”. Dyskusja była tak zażarta, że 12 korporacji „starych” – pod przywództwem Arkonie, Polonii i Welecji – opuściło obrady. Smaczku sytuacji dodaje fakt, że gospodarzem zjazdu była Arkonia...

Studenckie problemy

Tymczasem wśród studentów i młodzieży licealnej narastała frustracja: studia stawały się coraz droższe, a dostanie się na uniwersytet czy politechnikę – coraz trudniejsze. Zauważano, że o ile Żydzi to niespełna 10% obywateli Polski, stanowili jednak ponad 20% braci studenckiej, a na niektórych kierunkach – nawet większość. Studenci narodowości polskiej domagali się parytetów podczas przyjmowania na studiach.

Parytety te nazywano wówczas „numerus clausus”. Przestrzeganie tej zasady miało ułatwić zasiadanie studentów w miejscach wyznaczonych numerem ich indeksu, co nazwano „ghettem ławkowym”. Po Holocauście słowa te jednoznacznie kojarzą się z rasizmem. W II Rzeczypospolitej miały one jednak charakter przede wszystkim społeczny i socjalny – zawsze pojawiały się wraz z hasłami o obniżeniu opłat za studia.

Dochodziło do sporów pomiędzy studentami narodowości żydowskiej i polskiej – byli pobici, zdarzały się nawet – po obydwu stronach – ofiary śmiertelne. Do walk używano lasek, pałek, żyletek. Po jednej i po drugiej stronie najaktywniej występowały korporacje i inne organizacje akademickie. Było ich wiele, ale mało kto znał ich nazwy. Pamiętano jedynie o dwóch najstarszych i najbardziej znanych warszawskich korporacjach – Welecji i Arkonii. Nie ważne, że nie brały udziału w studenckich hucpach. Gdy kilka lat później – już po Holocauście, Julian Tuwim pisał „Kwiaty Polskie”, wspomniał o obu:

Komersów w deklach sztab wałkoni,
Draby z "Żylecji" i "Pałkonii",
Rydzowi "bierkamraci" mili
(Razem warzyli, razem pili).

Są to słowa bardzo niesprawiedliwe dla Welecji i Arkonii, Tym bardziej, że – niestety – taka interpretacja obecna jest do dziś, zarówno w publicystyce, jak i w literaturze.

Dla Welecji problem żydowski miał specyficzny wydźwięk: Żydzi byli jej członkami, a nawet założycielami, a podstawową wartością – pozwalającą w jednym organizmie funkcjonować i socjaliście Mościckiemu, i narodowcowi Rossmanowi – otwartość. Może nie tyle z powodu tolerancji – to słowo nie było wówczas używane w dzisiejszym jego znaczeniu – co ze względu na przestrzeganie tradycji i wierność zasadom przodków, Welecja zwalczała antysemitów. Czyniła to aktywnie: korporacja Vandea – jawnie antysemicka i głosząca, że Żydzi są pozbawieni zdolności honorowej – została zmuszona do wycofania się z tych twierdzeń. Zmuszona po tym, jak dwa postępowania honorowe wytoczone przez Welecję zakończyły się pojedynkami.

Historię polskich korporacji akademickich przerwała II wojna światowa. Na przełomie XX i XIX wieku ruch korporacyjny znów odżył. Welcja, Arkonia i Polonia nawiązały kontakt z innymi korporacjami bałtyckimi z Estonii, Łotwy i Niemiec, dzielącymi ten sam system wartości. Raz do roku – zawsze w innym państwie – korporacje bałtyckie spotykają się na swoim święcie – komerszu. W tym roku organizowany jest on przez Welecję, a weźmie w nim udział 57 organizacji, nie tylko męskich, ale i żeńskich. Jak każdy z „polskich” Komerszów Narodów Bałtyckich i ten odbędzie się pod patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej. 

 

Atrykuł ukazał się w tygodniku "Idziemy" 30.06.2019, nr 26 (715). Redakcja tygodnika była patronem medialnym organizowanego przez Welecję 56. Komerszu Narodów Bałtyckich.